Zapraszamy na wywiad z autorką kryminału z miastem Chojnice w tle.

Akcja Pani najnowszej powieści kryminalnej osadzona jest w Chojnicach. Dlaczego właśnie wybrała Pani to piękne miasto?
W przypadku serii komedii kryminalnych, a do nich zaliczają się „Zimne nóżki nieboszczyka”, zawsze wybieram inne miejsce niż Gdańsk. Najpierw był Olsztynek i okolice („Zwłoki powinny być martwe”), potem Frombork („Wakacje z trupami”), a teraz przyszła kolej na Chojnice. Pierwszy raz byłam tu ponad trzydzieści lat temu podczas spływu kajakowego na Brdzie. Potem wizyty w Chojnicach stały się zdecydowanie częstsze, bo stąd pochodzi mój mąż. Drugoplanowymi bohaterami moich powieści są miasta, które lubię i choć trochę znam, więc wybór Chojnic był krokiem dosyć oczywistym. 

Ma Pani jakieś swoje ulubione miejsce w Chojnicach (lub bliskiej okolicy)?
Może Pana zaskoczę, ale nie. Nie mam takiego jednego miejsca, być może dlatego, że nie mieszkam tu, a tylko jestem od czasu do czasu. Bardzo lubię chojnicki rynek i jego okolice, co odzwierciedla się w powieści (bohaterki często tam spacerują) i Lasek Miejski. Jestem pod wrażeniem tego, jak zmienił się Park Tysiąclecia, w którym teraz chyba każdy może znaleźć coś dla siebie. Podczas ostatniej, wiązanej z promocją powieści, wizyty w Chojnicach właśnie tam spacerowaliśmy najdłużej. Jeżeli chodzi o okolice Chojnic, to Funka i Bachorze.

Pochodzi Pani z Wrocławia, mieszka w Gdańsku kryminał rozgrywa się w Chojnicach... Mogłaby Pani porównać te miasta? Które darzy Pani największym sentymentem?
Bardzo trudno porównać te dwa miasta głównie ze względu na ich wielkość, bo ta wpływa praktycznie na wszelkie dziedziny życia (przemysł, komunikację, budownictwo). Podam może jedną różnicę i jedno podobieństwo, które na pewno rzuca się w oczy przyjezdnym. W obu miastach widać zmiany, są odnawiane i należą do tych bardziej zadbanych, to cecha wspólna. Różnicę zauważyłam na wieczornym spacerze po Chojnicach. Miasto zamarło. Minęliśmy może ze dwie grupy ludzie, poza tym było pusto.

Z wykształcenia jest Pani nauczycielem wychowania fizycznego, a pracuje w firmie informatycznej... Skąd więc pomysł na pisanie kryminałów?
Przyczyną są przynajmniej dwie rzeczy. Jestem namiętnym czytelnikiem, z książkami miałam do czynienia od zawsze. Najpierw czytano mi je, a potem sama zaczęłam czytać. Moje książki stały na najniższej półce i pamiętam, że często siedziałam na podłodze obłożona nimi dookoła i nie mogłam się zdecydować, którą teraz zanieść dorosłym, żeby mi poczytali. Żeby pisać, trzeba czytać, więc ten warunek jest spełniony. Kryminały zaczęłam czytać dosyć wcześnie, miałam pewnie około dziesięciu lat. Po pewnym czasie sama fikcja przestała mi wystarczać i zaczęłam interesować się medycyną sądową, psychologią, kryminalistyką i kryminologią. Wydaje mi się, że te dwa czynniki najbardziej wpłynęły na to, że zaczęłam pisać. I chyba to, że opowiedzenie historii, która zainteresuje i porwie czytelnika jest wyzwaniem, sprawdzeniem się.

Pisanie to pasja? Oderwanie od rzeczywistości, sposób na życie? 
Oderwanie od rzeczywistości na pewno, chociaż nie to było przyczyną „sięgnięcia po pióro”. Pasja również, bo nie piszę dlatego, że muszę, a dlatego, że chcę, nie umiałabym robić tego pod przymusem. Czy sposób na życie? Raczej jeden z elementów mojego życia, bo przecież nie ograniczam się tylko do siedzenia nad klawiaturą. Dla mnie pisanie przede wszystkim jest wyzwaniem. Za każdym razem staję przed tym zadaniem: chcę napisać powieść, która spodoba się czytelnikom i zapewni im kilka godzin relaksu. Poza tym pisanie jest też pewnego rodzaju intelektualną przygodą. Za każdym razem na potrzeby powieści sprawdzam rozmaite informacje, czytam opracowania, trafiam na coś nowego. To bardzo przyjemna strona researchu.

Co sprawia, że czytelnicy tak chętnie czytają Pani powieści. Co czytelników pociąga w kryminałach?
Dosyć często spotykam się z czytelnikami i czasem zdarza się tak, że mówią o tym, co się im podoba w moich powieściach. Podoba się Uszkier, bo jest inny niż większość bohaterów, sprawy, które musi rozwiązać albo to, że w przypadku serii z nadkomisarzem czytelnicy mają możliwość poobserwowania pracy policjantów. Niektórym odpowiada to, że mimo iż są to kryminały, to krew nie leje się wartkim strumieniem i język, bo moi bohaterowie nie rzucają mięsem co drugie słowo. Jeżeli chodzi o cykl komediowy, to powieści chwalone są za humor i zwariowane bohaterki. W przypadku obu serii czytelnicy są zadowoleni, gdy rozpoznają miejsca, o których czytają.

Czym powieść kryminalna przewyższa serial o podobnej tematyce? 
Trudno powiedzieć, że powieść kryminalna przewyższa (albo nie) film o podobnej tematyce. To dwie zupełnie różne formy przekazu operujące charakterystycznymi dla siebie środkami. Powieść bazuje na wyobraźni czytelnika, film na przekazie obrazu, dźwięku. Przypuszczam, że pana pytanie ma źródło w tym, że bardzo często jesteśmy rozczarowani filmem, który widzimy po przeczytaniu książki. Po części dzieje się tak właśnie dlatego, że mamy już swoje wyobrażenia dotyczące bohaterów miejsc i scen. Reżyser pokazuje to inaczej, aktorzy nie wyglądają tak, jak sobie wyobraziliśmy postacie, akcja jest skrócona na potrzeby filmy. To dotyczy filmów realizowanych na podstawie powieści, jednak większość powstaje zupełnie niezależnie. I są często bardzo dobre, nie tylko te, przy których pracują znani reżyserzy i aktorzy. Jest ich, podobnie jak powieści kryminalnych, bardzo dużo i każdy może znaleźć coś dla siebie. Oczywiście pośród filmów i książek są lepsze i gorsze pozycje.

Ma Pani swoich ulubionych autorów? Może jakieś ulubione powieści? 
Jak każdy chyba mam ulubione powieści, do których wracam od czasu do czasu z różnych względów. Niekiedy dlatego, że po prostu chcę jeszcze raz je przeczytać, ale bywa też tak, że chcę je sobie przypomnieć, aby porównać z czymś, co właśnie przeczytałam. Nie mam jednak żadnej, tak modnej, top listy. Czołówka ulubionych książek zmienia się wraz z przeczytaniem kolejnych. Jeżeli chodzi o autorów, to jest podobnie, przeważnie jednak znajdują się tam: Simon Beckett, Eliot Pattison, Eugeniusz Dębski, Truman Capote. Prawdopodobnie gdyby porównać moją odpowiedź na to pytanie zadane we wcześniejszym wywiadzie, nazwiska byłyby inne.

Co Pani lubi robić w wolnym czasie? 
Jeszcze do niedawna bardzo dużo czasu spędzałam na macie, trenując aikido. Niestety dosyć poważna operacja kolana uniemożliwiła mi to, nie wiem, czy nie na zawsze. Bardzo mi tego brakuje i usiłuję jakoś zastąpić tę formę aktywności fizycznej inną, ale na razie nie znalazłam odpowiedniego zamiennika. W wolnym czasie czytam, spotykam się ze znajomymi, czasem gdzieś jedziemy na krótką wycieczkę, słucham muzyki i chodzę na koncerty. Od niedawna oglądam niektóre seriale, można powiedzieć, że odkrywam świat seriali.

Zbliżają się święta... Przygotowania świąteczne już rozpoczęte?
Tak, już mniej więcej wiem, co pojawi się na stole. Któryś rok z rzędu trochę odeszliśmy od tradycji i przed świętami pytam rodzinę, co by chciała zobaczyć na wigilijnym stole. Oczywiście część tradycyjnych potraw została, ale na przykład jeżeli chodzi o ryby, to nie ma karpia, a ciasta robię te, które rodzina ma ochotę zjeść. Piernik jakoś nigdy nie cieszył się uznaniem, mimo że robiłam go z rozmaitych przepisów. „Robią się” już wędliny długodojrzewające, które sami przygotowujemy. Mam też kupioną część prezentów.

Dziękuję za wywiad.
Książka można kupić na stronie oficynka.pl